Blue Flower

     Tak mówi refren pewnej uroczej ballady, toteż nie może być, żeby wszystko trwało wiecznie. Pan wójt Drobina myślał zapewne dotąd, że owszem, przed nim jeszcze cała wieczność rządów, ale wynik referendum, chociaż nie całkiem skuteczny, już mu tam uświadomił nieco inną prawdę. Dotąd nie wiedział, że nawet na największych zwycięzców nieubłaganie może przyjść czas klęski równie hucznej, co i dotychczasowy żywot polityczny. Toż przecież już w starożytnym Rzymie każdemu zwycięzcy pędzącemu rydwanem, stojący obok niego niewolnik miał obowiązek uporczywie szeptać do ucha słowa przestrogi, że nic nie trwa wiecznie. Dotychczas w um zachodziłem, kto mógłby być tym niewolnikiem szeptającym do ucha panu Drobinie, ale żadna osoba nijak mi nie pasowała. Stasiak z tej racji, że sam jest panem wobec wójta, a z kolei prawdziwi „niewolnicy” otaczający Drobinę za nic na świecie nie odważyliby się mu cokolwiek przykrego szepnąć, bo utrata futru jest przerażająca. Może do jakiegoś podszeptu nadawałby się burmistrz Milicza, ale przecież nie z racji nikczemnej pozycji wobec Drobiny, bo w takiej nie jest, ale z racji filozoficznej mądrości. Zapewne już coś tam mruknął wójtowi, pewnikiem wiekopomne słowa Platona: „Widzisz nieszczęsny – będziesz miał to, czegoś chciał”. Chociaż kto wie, czy przy okazji nie inne wiekopomne słowa, również filozofa, mówiące o tym, że „rzucony kamień gdyby umiał myśleć, to myślałby pewnie, że leci z własnej woli”. Chociaż i sam Stasiak, też przecież nie z racji nikczemnej pozycji, pewnie już Drobinie wieszczy „politycznego trupa”, którą to nazwą swego czasu obdarzył dwóch znanych mu polityków. Ach, co za brzydkie słowa, ani do głowy by nikomu nie przyszło, że mogą one już wkrótce przylgnąć na stałe do znanego z czystości sumienia „gospodarza” gminy (kij ma dwa końce), czy też jej wójta. I co się okazało – ano to, że nawet w polityce nie może być próżni, czego nie mylić z próżniactwem. A tu masz ci, taka zmiana!

    Trzeba przyznać, że całkiem niespodziewanie na gminną arenę polityczną w blasku jupiterów, z burzliwymi oklaskami wchodzi nowa pani wicewójt. No, czy niespodziewanie, to już tam wieść gminna niesie co innego, a mianowicie, że ten gminny zamach stanu przygotowywany był od dawna, w każdym razie na pewno po referendum. Zamach co prawda tylko pałacowy, ale jednak. Ale też tymczasem „po mieście inne chodzą już treście”, wywołane zdementowaniem rozchodzących się plotek o przygotowywaniu pani Joanny na stanowisko wójta gminy. I tu pojawia się problem, komu wierzyć. Wszakże już dawno jeden z ruskich kniaziów mawiał, że wierzy tylko w zdementowane plotki.

    My tymczasem jesteśmy przekonani, iż sama pani Joanna będzie szeptać do ucha panu wójtowi, jakby nie było, złowieszcze słowa: „Nic nie trwa wiecznie, panie wójcie”. Ale, broń Boże, nie jako niewolnica, bowiem teraz to właśnie pan Drobina stał się ubezwłasnowolniony. Bo czyż nie po to dołożono pani Monastyrskiej politycznego futru, aby nie miała zastąpić wkrótce pana wójta? ! Nie mamy zatem już wątpliwości, kto tu jest panią , a kto sługą. Do pani Joanny, jako do wicewójciny, akurat nic nie mamy, wręcz przeciwnie ubolewamy nad Jej losem, teraz już niezwykle ciężkim, chociażby z tego powodu, że trzeba będzie podejmować trudne decyzje, których brzemię zechce zrzucić z siebie pan sekretarz.

    A spójrzmy na inny, jakże znamienny przykład ulotności trwania, akurat w pełni związany z przeflancowaniem stanowisk dyrektorsko – wicewójtowych. Kto by się spodziewał tak wielkiego wydarzenia, jak „rezygnacja” pana Witolda Sitarskiego ?! Toż przecież w ostatnich dniach cała gmina aż wstrzymała oddech porażona tą złowrogą wieścią. Nie wiem co prawda, czym konkretnie się zajmował w gminie pan wicewójt, no ale można z grubsza przyznać, że wstydu nie narobił, wyłączając „drobne nieścisłości” w kilku sprawach, w których się raptem wypowiadał czy też nawet napisał i podpisał. Nie bądźmy drobiazgowi, patrzmy w przyszłość, bo wszelkie znaki wskazują na potwierdzenie pierwotnej tezy, że nic, co na tej ziemi, to znaczy w tej gminie, wiecznie trwać nie może, i tylko patrzeć, jak co nieco, a nawet więcej, odejdzie wkrótce w niepamięć gminnej historii.

    Pomyślmy zatem, czy może trwać wiecznie samo trwanie, jak choćby kilku radnych przy panu wójcie? I to być nie może. Wierne dotąd szeregi rzedną, czego przykładem jest buntownicza postawa pani radnej Doroty Pawlak, która postanowiła, i to stanowczo, raz na zawsze skończyć ze wspomaganiem pana wójta. Albo równie spektakularny przykład wolty pana radnego Andrzeja Korzeniowskego. Chwalimy !

    Co do „gospodarza” gminy i jej wójta, chodzi przecież o to, by zanadto nie chełpili się wieczystym przywiązaniem do istniejącego stanu rzeczy ani też nie poczuwali się do panowania nad całą gminą i nad każdym jej mieszkańcem z osobna, traktowanym nieraz, ot tak po pańsku, ma się rozumieć też jowialnie, z przyjacielskim poklepywaniem włącznie.

    Ale, przecież czas nieubłaganie leci, wszystko się może zmienić i się zmienia, czego potwierdzeniem może już być tylko pewien dopisek na jednym z grobowców, o którym wspominał słynny Żubr Wileński. Otóż na płycie wyryta była inskrypcja:
    „Tutaj leży Jan – parobek.
    Pan postawił mu nagrobek.”
Ale ktoś z nieco mniejszym poczuciem humoru dopisał odręcznie:
    „Gdy stawiałeś mu nagrobek, on już nie był twój parobek.
    Ty nie byłeś jego panem, pocałuj go w d…ę. Amen”.

Szyderca

чемоданчики для косметики