baner

Dopiero co „w temacie” była sprawa naszej ciuchci, a tu znowu trzeba do niej powracać i kręci się to wszystko w koło Macieju, niczym właśnie ta lokomotywa z wagonikiem pod oknami pana wójta i sekretarza. No, ale tym razem temat wywołała informacja w gazecie o toczącym się śledztwie.

     Oto obwieszczono już niemalże winę pracowników krośnickiej kolejki dotyczącą sprzedaży – no, jednak okazuje się, że – cegiełek, zapowiadając skierowanie „być może” oskarżenia do sądu. I jak tu nie wierzyć w moc natchnienia poezją rewolucyjną. Sytuację w naszej gminie, a ściślej mówiąc na krośnickiej kolejce, prawie że przewidział już dawno poeta, pisząc, że „czcionki w podziemnej drukarni nocą składali we czterech”. Jednak w swoim proroctwie wierszokleta pomylił się z liczbą, co na szczęście sprostował czujny jak zwykle pan Stasiak. Patrzcie Państwo, ile wręcz szokujących sprawek może przy okazji wyjść na światło dzienne! Jednak, czy możliwe, aby jakąkolwiek działalność prowadzili pracownicy kolejki samodzielnie? I to potajemnie przed wójtem i sekretarzem, w największej konspiracji drukowali bilety kolejkowe i parkingowe, a może cegiełki, czy wreszcie druki deklaracji darowizny? A żeby tego wszystkiego było mało, to mieliby z równą miarą tajemnicy pokątnie je sprzedawać, niczym ta baba mleko na jarmarku od własnej mućki, ze strachem, czy jej tam ktoś nie przepędzi, bo przecież przepisy unijno – sanitarne wyraźnie zabraniają pokątnego handlu.

     Jednak pan Stasiak zdecydowanie zaprzecza, że sprawami sprzedaży na kolejce zajmowały się tylko cztery osoby, znanymi nam już słowami, że „nie pobieraliśmy, zdecydowaliśmy się”, tym samym wyraźnie powiększając ilość osób o co najmniej siebie i pana wójta. Całe szczęście, że pan sekretarz nie ufa proroctwom takich tam różnych wierszokletów – i bardzo słusznie! Ale, co chyba ważniejsze, władze gminy zapewne poczuły się oburzone wyliczeniem pana nadkomisarza dotyczącym ilości osób „obsługujących” kolejkę. No bo jakże to tak, przecież to my decydowaliśmy o tym! Już byśmy tam szeregowym pracownikom na to pozwolili, akurat! – tak zapewne powiedziałby pan sekretarz na przesłuchaniu, gdyby na takie był wezwany, ale o tym nic nie wiemy.

     I komu tu wierzyć!? Przecież od dawna wiadomo , że władza gminna kłamstwem się brzydzi, ale z kolei też słowom pana nadkomisarza zaprzeczyć nam nie wypada. Ze śledztwa policyjnego jasno wynika, że gminne naczalstwo choćby nie wiem jak chciało się wcisnąć do grona osób decydujących o handlu cegiełkami, to i tak pozostanie poza wszelkim podejrzeniem. Jak wiadomo, po to kowal ma kleszcze, żeby go w ręce nie parzyło, a już w ostateczności, gdyby tam tenże kowal coś zawinił, to najlepiej w wymiarze kary ma go wyręczyć przysłowiowy Cygan, rzecz jasna nie ze swojej woli. Jużci, że ten „Cygan” skazać się nie da, bo tym razem nie będzie miał zamiaru wziąć jakiejkolwiek winy na siebie, choćby o to starał się cały wymiar sprawiedliwości i niesprawiedliwości razem wzięty.

     Czy to oznacza, że panu sekretarzowi gminy i jej wójtowi w żaden sposób nie można przypisać roli decyzyjnej, dotyczącej sprzedaży czegokolwiek na stacji kolejkowej? No nie, nawet nie trzeba, bowiem sam pan sekretarz mówił o swojej roli w tym zakresie i co trzeba mu przyznać, nie wypiera się ani swojego, ani wójtowego w tym udziału. Cytował już ich słów nie będę, z przekonaniem, że czytelnicy tego szyderczego felietonu znają je na pamięć.

     Zostawmy już to wreszcie poza sobą, albowiem w związku z dochodami ze sprzedaży cegiełek w kolejkowej kasie biletowej, pojawił się zgoła inny, równie ciekawy temat. Pieniądze wpływały przecież do budżetu gminy, co znowu zostało potwierdzone przez pana Stasiaka na sesji rady, która odbyła się 27 listopada, słowami, że nie wie, ile sprzedano cegiełek, wartość jest istotna i gmina zarobiła na cegiełkach 103 tys. złotych. To potwierdza pan wójt w odpowiedzi udzielonej Krośnickiemu Stowarzyszeniu Samorządowemu. Wniosek może być tylko taki, że jeśli gmina prowadziła nielegalny proceder, to dochód z niego jest również nielegalny.

     Szydercy wydaje się (może mu się tylko wydaje), że władze gminy, łącznie z panem przewodniczącym Dziekanem i kilkunastoma radnymi, zupełnie opacznie zrozumiały sens słynnego powiedzenia cesarza Wespazjana, który na zarzut rzymskiego senatu dotyczącego opodatkowania miejskich wychodków, odpowiedział, że „Pecunia non olet”.

     Ale kudy tam naszym radnym do rzymskich senatorów, tak więc ani pan wójt, ani pan sekretarz nie mieli żadnych problemów z przekonaniem rady gminy o konieczności przegłosowania tego dochodu do budżetu. Tylko, że tamte rzymskie pieniądze były legalne, a kolejkowe – wychodzi na to – że nie!

     Tak czy inaczej, różnica między tymi wydarzeniami jednak jest, podobnie jak w tym, o czym pisała kiedyś prasa, że dwóch generałów zginęło przez kobiety. No, właściwie to prawdę napisano, tylko że jeden z nich sam to uczynił, bo nie mógł przeżyć śmierci ukochanej żony, a drugi zginął w burdelu zastrzelony przez alfonsa, akurat w trakcie wykonywania bardzo ważnych „czynności taktyczno – strategicznych”.

Szyderca

tennis first отзывы