Blue Flower

O tym, jak pan Drobina zawierał umowy darowizn na rzecz gminy z przedszkolakami i z panią przedszkolanką.

     Dalej nie mogę się pozbyć natręctwa myśli związanych z nielegalną działalnością prowadzoną na terenie krośnickiej kolejki. Ale tymczasem  daję temu  spokój, ponieważ zajęły się tym organy śledcze.  Po przeczytaniu kilku wypowiedzi pana Mirosława Drobiny, mój umysł zaplątał  przypadek ściśle z tym związany. Proszę przeczytać cytowane już wielokrotnie w innym miejscu wypowiedzi wójta:

 „Od 25 maja 2013 r. do 20 czerwca 2013 r. na terenie KKW nie były pobierane opłaty. Na konto Urzędu Gminy wpływały dochody z tytułu darowizny na rzecz rozwoju infrastruktury turystycznej w Gminie Krośnice. Gmina przyjmowała wpłaty z tytułu darowizn zgodnie z wolą darczyńców i upoważnieniem ustawowym. Turyści czerpali informacje nt. możliwości wpłaty darowizny z blankietów oraz z ustnych informacji pracowników. Turysta miał możliwość określenia kwoty przekazanej darowizny.”

     No dobrze, nawet gdybym uwierzył w to wójtowe bajanie, to jednak pozostaje pewien zakres, do którego, naprawdę nie wiem jak się odnieść. Proszę Państwa, wyobraźmy sobie…Albo nie, wcale nie musimy sobie tego wyobrażać, ponieważ te sytuacje są jak najbardziej prawdziwe, takie miały miejsce na kolejce. Przychodzi grupka dzieciaków, takich w wieku od kilku do kilkunastu lat i chcą się przejechać kolejką. A teraz uwaga! Zgodnie z „logiką” pana wójta, nic nie płacą, tylko przekazują  wpłaty z tytułu darowizn zgodnie z wolą darczyńców i upoważnieniem ustawowym. Hmm, oczywiście rozumiem… Następny przykład: Z Wrocławia przyjeżdża autokar pełen dzieciaków w podobnym wieku. Wszyscy zadowoleni, opiekunowie też, bo nic nie muszą płacić. Hola, hola, ale drogie dzieci, musicie zawrzeć z gminą umowę darowizny na rzecz … Święci Pańscy! Opiekunowie oczy wybałuszają, ale robią dobrą minę do złej gry. Jak trzeba, to trzeba, chociaż co bardziej podejrzliwi już widzą, że coś tu śmierdzi. No a dzieci? Niektóre szybko się orientują, że ktoś rżnie głupa, inne machają ręką, i… wszyscy dokonują darowizny na rzecz gminy, ma się rozumieć, że jak jeden dzieciak w jednakowej wysokości wskazanej na… No, na czym, na bilecie czy na cegiełce? Mniejsza z tym, bo oto zgodnie z upoważnieniem ustawowym pan wójt Mirosław Drobina w ten sposób zawierał umowy przekazania – przyjmowania darowizn z turystami, a przede wszystkim z kilkoma tysiącami kilku – i kilkunastoletnich dzieci. Nie, żeby tam zaraz były tu wyłudzane od dzieci jakieś kwoty, co to, to nie. Być może już nawet kilkuletni brzdąc ma zdolność prawną i wystarczy mu tylko podsunąć stosowną umowę i podpisze wszystko, co mu tam każe pan wójt. A przecież odbywało się to pod czujnym okiem pani, która za nic na świecie nie oszukałaby swoich podopiecznych. Nawet wtedy, gdy widzą napis Cegiełka, a wmawia się im, że to żadna tam cegiełka a jak najbardziej legalna darowizna zgodna z wolą darczyńcy i upoważnienia ustawowego. Ma się rozumieć, że przedszkolaki ze zrozumieniem  przyjmują takie wyjaśnienie.

      No tak, ale – czy na pewno zawierano umowy z każdym przedszkolakiem z osobna, czy też może hurtem zrobiła to za nich pani? Czy w związku z tym miała stosowne upoważnienie – od kogo, od dzieciaków, czy ich rodziców? Patrzcie Państwo, ile tu można snuć różnych, wydawałoby się - absurdalnych domysłów?

     No cóż, nawet mój szyderczy umysł nie podpowiada mi tutaj jakiegokolwiek komentarza. Ale jedno trzeba przyznać uczciwie – pan wójt wie, jakim sposobem można ratować budżet gminy. A dawać tu smarkacze i nie chować po kieszeniach! A gdyby tak jeszcze rodzice dawali swoim pociechom większe kieszonkowe, to kto wie, może i nawet oczyszczalni ścieków w Bukowicach nie trzeba byłoby wystawiać na sprzedaż.

                                                                                                                     Szyderca

церковь заготзерновский проезд 14