Blue Flower

Parafrazując nieco słowa poety, można by powiedzieć:

Któż  tak gwiazdkami  prószy nam z Niebiosów?
Dyć oczywiście to pan wojewoda!
Módl się dziecino  z całą krainą, niech Bóg mu siły doda.
Gwiazdek naprószył, śnieżek poruszył - dobry jest pan wojewoda”.

     Tak pisał poeta, ale nam oczywiście, pan wojewoda niczym nie naprószy, za to w jego zastępstwie obficie darzy nas łaskami umiłowany przywódca, sam pan wójt Drobina. Nie, żeby tam zaraz gwiazdki z Nieba nam na głowy i w ramiona leciały, co to, to nie, bo i cóż mielibyśmy z nimi zrobić? Ale, jak wiadomo, hojność pana wójta nie ma przecież granic, toteż jakże wielkim darem okazują się być dla mieszkańców naszych wiosek nowe inwestycje. Ale mniejsza z tym, że akurat tych - drogowych  nie było  widać przez trzy kolejne kadencje; ważne jest, że ta strata zostanie nadrobiona w ciągu kilku miesięcy, licząc do jesiennych wyborów. Bo o to właśnie chodzi! Spójrzcie Państwo, ileż to ze strachu przed utratą futru można od razu dróg gminnych wyremontować. Powtarzam, że przez trzy kadencje na żadnej z wiosek  drogi gminne  były niemalże nietknięte w takim zakresie, a teraz sypią się remonty, niczym te wspomniane wyżej gwiazdki. W tym miejscu już słyszę jazgot  pana wójta i gminnego skryby, z basowaniem kilku radnych o tym, że KSS wszystko krytykuje. Częścią tych bełkotliwych zarzutów wójtowo – sekretarzowych i ich poputczików będziemy musieli się podzielić ze starostą  milickim Piotrem Lechem, bo w przekonaniu tego gminnego towarzystwa, to on jest winien wszelkiemu złu w naszej gminie, niczym Ruscy temu, co wyprawiają nasi sąsiedzi zza Buga. Tę „prawdę objawioną” dotyczącą starosty podżyrowała niedawno bardzo inteligentna grupa radnych stosownym listem do Głosu Milicza. W tej sytuacji nawet nie wypada nam zaprzeczać, że było inaczej, bo przecież taki list ma zapewne rangę uchwały z klauzulą nieomylności a już na pewno powstał spontanicznie i z inicjatywy a nie, broń Boże, z rozkazu pana sekretarza.

     Co zaś do krytyki, to przypominam, że Krośnickiemu Stowarzyszeniu Samorządowemu nie podoba się przede wszystkim fałsz i obłuda oraz dotychczasowy brak tego rodzaju remontów we wszystkich wioskach naszej gminy, przy bezprzykładnym trwonieniu pieniędzy na inwestycje i inne wydatki wyraźnie krytykowane przez mieszkańców. Drogi gminne powinny być już dawno remontowane. Nawet podczas dwóch pierwszych kadencji pana Drobiny starczyłoby na nie pieniędzy, gdyby nie karygodne nimi szastanie. Ale widać, że dopiero konwulsyjne trzymanie się gminnych foteli wyzwoliło inny podobny odruch, a mianowicie polityczne drgawki ze strachu przed społecznym sądem.

     Na remonty dróg mieszkańcy czekali od dawna, a to, że niektórzy się wreszcie doczekali, zawdzięczać mogą tylko realnemu zagrożeniu zakończenia niesławnych rządów pana Drobiny, ubezwłasnowolnionego decyzyjnie przez pana Stasiaka, zresztą na własne życzenie. Inna rzecz, że dość ciekawe mogą być powody tego „zniewolenia umysłu”, ale o tym nic nam nie wiadomo, bo przecież jesteśmy „oderwani od rzeczywistości”. Ma się rozumieć, że od rzeczywistości wynikającej z wiedzy tajemnej, którą zapewne posiada tylko pan sekretarz.

     No i teraz, w związku z tymi remontami zacznie się kolejna hucpa propagandowo – wyborcza. Ileż przy tej okazji będzie uroczystych otwarć, płomiennych przemówień, ileż aktów strzelistych, a co niemiara okazji do wypicia i zakąszenia, rzecz jasna za nasze pieniądze ! Na wołowej skórze by tego nikt nie spisał. To znaczy czyny będą spisane, jużci że w odpowiednim czasie i miejscu. A kto wie, czy na ścianach kilku urzędowych gabinetów nie  pojawią się  złowieszcze słowa: „Mane, tekel, fares”. Czyż tak nie może być – panie wójcie, panie sekretarzu… et consortes.

     Ma się rozumieć przy tym, że – jak to z właściwą sobie wyblakłą  retoryką ujął gminny urzędnik – piszący te słowa, podobnie jak cały KSS „jest oderwany od rzeczywistości” a wszelkie stwierdzenia są „wbrew prawdzie, zdrowemu rozsądkowi i logice”. Panie urzędniku, to na pana kłamliwą i arogancką retorykę już się nikt nie nabierze. Przyznam jednak, że  niektóre pana słowa na tyle mnie intrygują, że sam się zastanawiam, cóż one mogą znaczyć. No bo weźmy na ten przykład określenie pracowników kolejki słowami, że są „skrajnie niewinnymi ludźmi”. Co prawda, nie znam szerszego kontekstu tej górnolotnej pochwały, ale przyznaję panu rację  – w sprawie nielegalnych „czynności” biletowo – cegiełkowych prokuratura szuka przecież winnych w sferach urzędniczych nieco wyższego szczebla niż tzw. „szeregowi” pracownicy. Albo dajmy na to nazwanie pana Okonia „biednym człowiekiem”… Zaiste, nie wiem, na czym ma polegać „bieda” byłego pracownika, wiem za to, że tym słowem, o mizernej przecież semantyce, można z całą odpowiedzialnością obdarzyć wielu funkcjonariuszy samorządu naszej gminy. Wszakże nie z racji nikczemnej sytuacji materialnej, ależ skąd, lecz z powodów zgoła innych. Ta widoczna bieda wynika z braku posiadania elementarnych chociaż cząsteczek norm etycznych koniecznych w samorządzie, a zwykle przynależnych ludziom przyzwoitym. Natomiast, panu Okoniowi, przyzwoitości, honoru oraz etycznej postawy jak dotąd nie brakuje.

     A tak przy okazji, w związku z niektórymi wypowiedziami wójta i sekretarza na temat pana Okonia, to przypominam, co powiedział Ludwig von Mises:

„Pracownik nie jest winien swojemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem”.

     Z kolei, mówiąc innymi słowy o biedzie, tym razem w naszej gminie, to już proroczo o niej śpiewał dziad sokalski w kordonie cesarskim:

„Śladem przyszła bieda, śladem, za zbytkami, za nieładem!”

I dalej:

„Pochlebcy go otaczają, palcem biednego stykają”.

                                                                           

Szyderca

александр лобановский супермаркет класс