blue flower

       Wszyscy z Państwa doskonale zdają sobie sprawę, że wszelkiego rodzaju powitania funkcjonariuszy politycznych i tych na urzędzie,  to dawna tradycja. No, ma się rozumieć, że tym splendorem zawsze obdarzani byli w kościele urzędnicy wysokiej rangi – ale, jak się okazuje -  to do czasu. Jako, że wiemy,  iż nic innego, jak tylko pieniądz rządzi światem, to  tym bardziej nic nie szkodzi, aby aureolę chwały roztoczyć również nad głową dajmy na to…ot – gminnego sekretarza, który wcześniej musiał szepnąć, np:

 Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo,

 Proszę nas nie  zapominać”.

       Już tam pleban wie, co robi, kiedy dowiaduje  się, że taki urzędnik nie jest wcale tylko zwykłym pisarczykiem, a personą dysponującą przecież niemałym groszem, rzecz jasna nie swoim. Jeśli, dajmy na to, sypnie na parafialną tacę dość sporą garść srebrn…przepraszam – złotówek, to proboszcz aż się zwijał będzie w pokłonach i w głoszeniu chwały sekretarzowej dobroci. A kto wie,  czy z kolei za tak chwalebną kampanię wyborczą, tenże urzędnik nie odwdzięczy się dobrodziejowi pomocą w uzyskaniu jakiegoś awansu:

  „Ksiądz dobrodziej już niebawem będzie nosić pelerynkę.

 (…)Może z konsystorza przecie popatrzą okiem łaskawem”.

      Nawet gminny urzędnik, chociaż z rangą radnego wojewódzkiego  wie, gdzie mógłby się potknąć na  wysokich  progach a gdzie może je śmiało przekroczyć.   Dziwić nas to w żaden sposób nie powinno, wszak jeszcze niedawno   widzieliśmy pana sekretarza   wycinającego hołubce  przed wrocławską eminencją na emeryturze, obecnie trzymaną w kręgach dolnośląskiej polityki za niedźwiadka do wspólnych fotografii.

     Tak czy owak -  częściowo nowa tradycja w kościołach naszej gminy, jaką jest witanie sekretarza, wójta, rady i … niecałej gromady na Mszy św. szerzy się coraz bardziej i kto wie, może nawet stanie się  częścią  stałą liturgii. Inaczej msza mogłaby być świętokradczą, osobliwie zaś , nawet odpust mógłby być  nieskuteczny. Msza wtedy nabiera szczególnej mocy urzędowej, jako że uczestniczą w niej i pani wicewójcina, i pan przewodniczący, nie licząc lichszej klienteli politycznej, zwanej przez celebransa „gośćmi honorowymi”,  a to z racji   czynienia Panu Bogu honoru swoją obecnością. A zresztą,  po II Soborze Watykańskim wszystko jest możliwe w Kościele… Już tam z powodu poodpustowego biesiadowania na plebanii  gorszyć się  nie będziemy, wszak i Chrystus  ucztował z celnikami.

     Warto wiedzieć, kim jest ta klientela polityczna czepiająca się a to klamki od zakrystii, a to wójtowo – sekretarzowej.  Nietrudno zauważyć, że  są to właśnie i najczęściej ci tzw. „goście honorowi” w osobach radnych naszej gminy. Bywają na wszelkich uroczystościach gminno-parafialnych, nie wyłączając odpustów, podczas których – ma się rozumieć – zajmują pierwsze ławki, jakże by inaczej, wcześniej przezornie dla nich zarezerwowane. I niechby który parafianin, nawet o lasce, zechciał tam usiąść, już by go prędko sługa kościelny przegonił, aż by się w kruchcie zatrzymał, która jak wiemy, zawsze do ostatnich dziadów należała.

     Jakich innych zwyczajów polityczno – parafialnych  jesteśmy świadkami ? To powyższe możemy  jeszcze traktować jako  eleganckie savoir vivre w porównaniu z tym, co widzieliśmy  w Miliczu. Nie pisałbym o tym, gdyby nie dotyczyło to również krośnickiego   sekretarza, którego akurat w tym miejscu wcale nie biorę za głównego bohatera.  Tym razem za „czarne postacie” tego niezwykłego,  kuriozalnego zdarzenia możemy śmiało uznać  towarzystwo partyjno – proboszczowe.  Otóż PIS zaprasza znanego sekretarza gminy  na otwarcie swojego biura poselskiego. W innych okolicznościach nie byłoby w tym nic zdrożnego, tylko że…

Jak to się zmieniają ludzie,

 Jak się wszystko dziwnie plecie;

 Myśmy wszystko zapomnieli:

 O tych mękach, nędzach, brudzie;

 Stroimy się w pawie pióra.

 Myśmy wszystko zapomnieli…  – jak ubolewa Pan Młody  w Weselu.  W rzeczy samej, bardzo  szybko zapomniano – ale to tylko w milickim PIS. Smutne to i szokujące…Natomiast w Krośnicach pamięć o niedawnych wydarzeniach jest ciągle żywa.   Reszta niech będzie  milczeniem…

     Kuriozalnym a wręcz operetkowo – groteskowym zdarzeniem podczas tej hucpy było również to, że milicki funkcjonariusz Kościoła, miejscowy proboszcz,  wielce politycznie i ekumenicznie  namaścił sekretarza na polityka prawicowego, bodajże jednego z nielicznych w Miliczu. ( Ja mogę być i leberał,  tylko wy mnie o tem powiedzcie). To i tak dobrze, że niczym Michnik  Kiszczaka  nie ogłosił go człowiekiem honoru.  O księdzu mówię – funkcjonariusz, bo w tej sytuacji wypada tylko żałować, że pewnie nigdy nie słyszał o słowach Papieża, który wymagał, aby księża byli pobożnymi kapłanami, nie zaś brylowali na salonach politycznych. Jeden z biskupów francuskich, w okresie szerzącego się wpływu filozofów i encyklopedystów, mówiąc o wielu proboszczach,  miał wyrazić takie oto życzenie:

  „Dobrze byłoby, gdyby chociaż w Boga wierzyli”.

      W każdym razie swąd Szatana  coraz bardziej daje się odczuć na milickiej prebendzie.

    Przygodni świadkowie tej bardzo serdecznej uroczystości mówią, że na odjezdnym sekretarza, czołowy przedstawiciel milickiego PIS-u  to mu nawet w swojej uniżoności strzemię przytrzymywał… No, to tylko taka retrospekcyjna metafora – rzecz jasna, oznacza ona  usłużne otwarcie drzwi do samochodu. Chociaż, jak zastrzegają się nawet niektórzy jego partyjni towarzysze, mógł to być też kto inny, bowiem zmiana wizerunku jest tak wielka, że mogła zajść pomyłka co do osoby. Natomiast nie ma żadnej pomyłki w tym, że milicki proboszcz  i jego partyjni konfratrzy zaprezentowali przed krośnickim sekretarzem wyjątkowo diabelski taniec godowy.

 

                Szyderca

 

лобановский класс