blue flower

Kampania samorządowa 2014 r., dała upust skrywanym od zmiany reżimu ustrojowego 1989 r., tendencjom do niezależności. Wszyscy chcą być niezależni, co w ich rozumieniu będzie faworyzowało personalne i grupowe kandydatury w ubieganiu się o uzyskanie mandatu reprezentacji we władzach samorządowych. O jaką zatem niezależność chodzi? Z poglądów niektórych wynika, że wszelakim złem w naszej rzeczywistości są partie… Cóż,… Wolność słowa jest wyznacznikiem demokracji, lecz na równym poziomie stawiany jest system wielopartyjny, który jest wręcz wymagany dla demokratycznego funkcjonowania współczesnego państwa. Nie każdy potrafi zrozumieć pewne reguły i zasady, które choć już w mniejszym stopniu, mają swój wyraz także w samorządach terytorialnych. Wielopartyjność to nic innego, jak zinstytucjonalizowana różnorodność poglądów dotycząca życia społecznego. Również w samorządach mamy do czynienia z różnymi poglądami na temat jego funkcjonowania.

      Zdawać by się mogło, że większość uczestników kampanii samorządowej 2014 r., będzie chciała na powyższej sentencji zaistnieć lub kontynuować działalność samorządową. W ten sposób KSS-owi próbowano przypiąć łatkę partyjnictwa, nie zważając na fakt, iż jest to właśnie potężna siła samorządowa mieszkańców, bez utożsamiania się z którakolwiek partia polityczną.

     Powodem takiego stanu rzeczy jest w subiektywnej opinii tylko jedna kwestia, bowiem w odróżnieniu od panów Drobiny i Stasiaka, członkowie KSS mają z goła odmienne poglądy na temat samorządności. Wyżej wymienionym panom, wtóruje bez opamiętania „niezależny” Tygodnik Milicki, który piórem samozwańczej dziennikarki śledczej Ziemi Milickiej, redaktor naczelnej tejże gazety, próbuje różnymi metodami (najczęściej kłamstwem), zdyskredytować wszystko i wszystkich. Ta „niezależność” i podejście do etyki dziennikarskiej, nie pozwalają nawet na przyzwoitość sprostowania i przeprosin, a cel uświęca środki, według zasady - nawet najbardziej ohydne kłamstwo, powtarzane wielokrotnie zostaje w pamięci wyborców. Powrócę do tematu, który kiedyś poruszałem- jak zachowa się „niezależna” redakcja, w momencie zmiany na fotelu burmistrza, gdy włodarzem w Miliczu zostanie np. Piotr Lech lub Władysław Szydełko???

     Przykładów dziwnie pojmowanej niezależności w gminie Krośnice mamy na dzień dzisiejszy wiele i z całą pewnością prym wiedzie wójt Drobina, który w swej „niezależności” ewoluował i przeistaczał się politycznie, niczym ćma Trupia Główka - SLD, Branda, Dolny Śląsk XXI (choć zdaje się że na pierwszym miejscu powinna być PZPR, tak twierdzą bowiem wtajemniczeni, czego nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam…). W swej „niezależności” umysłowej, uzależnił on bowiem nasz samorząd od równie „niezależnego” myślowo sekretarza. W ten oto sposób mógł on pozostać całkowicie niezależny od spraw naszego samorządu i z całą energią poświęcić się ulubionemu zajęciu naszej władzy wykonawczej - bywaniu na wszelakich uroczystościach. Niezależnie od pory roku, warunków atmosferycznych czy ilości spożytego alkoholu, swoją obecnością na rautach, nasz wójt stara się zaspokajać potrzeby mieszkańców naszej gminy. Nie sposób wymienić wszystkich załatwionych spraw, które swoją rangą przyćmią nawet akcesje do NATO czy UE. Dla osób pokroju Drobiny i Stasiaka, najważniejszym pozostaje fakt, że gdyby nie oni z pewnością bylibyśmy samorządem z epoki grodziska w Biskupinie.

     Nie mniej niezależny od dzisiejszej sytuacji geopolitycznej w naszym kraju jest sekretarz Stasiak - nasza „jutrzenka elementarnej wiedzy”, który ogarnia większość spraw samorządowych, rzekomo tak obcych lub wręcz niedostępnych dla innych środowisk.

     Okazuje się, że jedna osoba może być specjalistą z zakresu obrotu nieruchomościami, budowlańcem ze specjalizacją struktury cegły i pokryć dachowych obiektów sportowych, organizatorem legalnych zbiórek publicznych, fachowcem z dziedziny odnawialnych źródeł energii i recyklingu, człowiekiem zdolnym przekształcić zrujnowany spichlerz w nowoczesny hotel, twórcą jedynej w kraju lokalnej linii kolejowej, pomysłodawcą budowy tak niezbędnego do życia w gminie wiejskiej krytego basenu z kręgielnią, fitness i odnową biologiczną, ze wskazaniem, że zapewne niebawem powstanie drugi w Bukowicach, a jak dobrze pójdzie to i w Kuźnicy. Jest głosicielem najnowszych trendów ekonomii z zakresu leasingu zwrotnego i zastawu hipotecznego i wreszcie autorem strategii rozwoju gminy, dzięki której zwiększyła się ilość punktów handlowych w Krośnicach. Ponoć zamiar inwestowania potwierdziły TESCO i AUCHAN (teraz wszystko zależy od lobby wójta Drobiny, lecz znając jego konsekwencję, upór i zaangażowanie możemy być spokojni). Wieść gminna niesie, że w planach sekretarza Stasiaka są odwierty do źródeł geotermalnych, z których ciepło będzie wykorzystywane na potrzeby basenu i piramidy z cylindrycznymi akwariami, międzynarodowe lądowisko dla helikopterów i sztuczny stok narciarski, który w naturalny sposób uzupełni bogatą ofertę turystyczną KKW, a w wersji „full wypas” nasz demiurg przewiduje pole golfowe- ponoć trwają negocjacje z właścicielem pól pod Czarnogoździcami, któremu gmina zezwoliła na wycięcie drzewostanu. „Swój chłop” z naszego sekretarza i choć nie jest mieszkańcem naszej gminy, jest już właścicielem paru działek budowlanych, a nabywając krośnickie mienie ponoć uratował gminną płynność finansową, czego dowodem są dopięte inwestycje. Jako kandydat na kolejną kadencję SWD, jest również niezależny jak zależny od niego wójt. Teraz mówi partiom STOP, zapominając o tym, że to właśnie z list znienawidzonej przez niego PO zdobył mandat samorządowca na skalę województwa. Następnie pokochał sercem całym prezydenta Dutkiewicza, bowiem jego pozycja i stworzony przez niego ruch polityczny pod szyldem DŚ XXI-ODŚ, uzyskał duże poparcie wśród Dolnoślązaków. Teraz odsunięty na boczny tor przez Dutkiewicza (wtajemniczeni twierdzą, że wykluczony), stał się samorządowym separatystą nienawidzącym i prezydenta, i PO. Ciężkie i zawiłe są losy naszego top samorządowca, który jak tlenu potrzebował jakiegoś wsparcia znaczącej siły politycznej, czego następstwem była próba współpracy z Kongresem Nowej Prawicy i z PiS-em, lecz efekty tego mezaliansu nie są mi znane. Koniec końcem pozostał on bezpartyjnym samorządowcem o poglądach niezależnych od nikogo i niczego, a w szczególności od poglądów i rzeczywistych potrzeb mieszkańców gminy Krośnice.

     Kolejny przykład niezależności gminnej wydaje się być ściśle zależny od niezależnych tuzów naszej samorządności, wyżej wymienionych wójta i sekretarza. Radny z Pierstnicy także zapragnął być niezależny, bowiem jego rodzima partia wystawiła innego kandydata na krośnickiego wójta niż on sam. Niestety, już sam cudzysłów w nazwie komitetu „Niezależni Krośniczanie” świadczy o tym, że albo kandydaci nie są rodowitymi mieszkańcami naszej gminy, albo też tytułowa niezależność jest przykrywką dającą wyraz tendencją z pierwszego akapitu. Złośliwi twierdzą wręcz, że niezależny komitet powstał z powodu zależności wobec niezależnych Drobiny i Stasiaka, a mówiąc wprost, jako podziękowanie za angaż pracowniczy w „Milickiej Fali”. No cóż, doświadczenie gospodarcze w milickiej pływalni z pewnością przyda się po otwarciu naszego basenu, więc zapewne chodziło o zdobycie praktycznych umiejętności, które w niedalekiej przyszłości wykorzystamy w Krośnicach. Teraźniejszość zaś okazała się być co najmniej dwuznaczna, gdyż niezależności swej nie potwierdziła zależna od małżonka kandydatka na radną z Bukowic, zarzucając kandydatowi na wójta fałszerstwo i wobec powyższego do czasu zakończenia postępowania wyjaśniającego, komentować całej sytuacji nie zamierzam. Na koniec - brak zgłoszenia kandydatury radnego na stanowisko wójta, będzie najprawdopodobniej polityczno-samorządowym końcem ich lidera.

 

 

Marcin Ciesielski

полигон ооо официальный сайт